czwartek, 21 lutego 2013

O pupilach z kosmetycznego punktu widzenia - czyli zgodziłam się na testy karmy.


Dbamy o siebie codziennie, uważamy na to co jemy.  Dostosowujemy swoją dietę, nie tylko do potrzeb ale i do jej skutków. Czemu by więc nie napisać Wam recenzji spożywczej? I to nie byle
jakiej , bo takiej dla naszych czworonogów. Nie ukrywam, że kocham zwierzęta i odgrywają dużą rolę w moim życiu. Staram się jak mogę wspierać schroniska i fundację. Szczególnie upodobałam sobie psy TTB - czyli psy mordercy, zupełnie jak mój.Oczywiście mówię to z przymrużeniem oka, spójrzcie przecież tylko na mojego szkraba poniżej który jest strasznie brzmiącej rasy pitbull.Ale do rzeczy. Z miłości do mojego psa i z dbałości o jego układ pokarmowy zgodziłam się testować karmę ze sklepu superzoomarket. Karma jest wysokiej jakości dopasowana do mojego psa, więc wiedziałam że dobrze się spiszę i nie narażę psa na nieprzyjemności.



Karma Hills VES Adult Large Breed  jak mówi producent to Karma odpowiednia dla psów dorosłych, które mają mniejsze zapotrzebowanie kaloryczne (czyli psów mniej aktywnych, wysterylizowanych lub predysponowanych z innych powodów do otyłości), ale wymagają wspomagania zdrowia stawów. Idealnie więc wpisuję się w typ mojego psa który waży 35 kg i co prawda jest bardzo aktywny, ale troszkę przybrał na wadzę odkąd jest wykastrowany. Ma 3 lata. 




Karma to dość spore granulki z którymi mój pies nie miał problemu. Zjadał je z łatwością, chrupał i nie trzeba było go zmuszać do jedzenia. Karmę traktowałam jako uzupełnienie posiłków, ponieważ na codzień główne danie psa to kurczak, wołowina plus ryż i warzywa. Karma nie wywołała żadnych sensacji żołądkowych, wręcz przeciwnie. Sierść piękna i błyszcząca. Z przyjemnością mogę ją polecić waszym pupilom. Karmę możemy bez trudu znaleźć i dopasować do wieku, wagi i predyspozycji psa. Pamiętajcie że dobra karma to długie zdrowie i warto na nią wydać trochę więcej i zagłębić się w temat jej składników.





Karma zawiera dużo witamin i związków mineralnych co potem przenosi się na zdrową i lśniącą sierść - to głównie po niej możemy rozpoznać czy przypadkiem psu nie brakuję witamin.Karmę dostałam za pośrednictwem portalu uroda i zdrowie, sklepu internetowego superzoomarket. Tym samym ten wpis chyba zapoczątkuje nową serię o zwierzętach, co o tym myślicie? Chcecie czytać też o takich rzeczach?:) Piszcie w komentarzach!




wtorek, 19 lutego 2013

O dwóch micelach - czyli wpis porównawczy Lirene i Bourjois



Jeśli chodzi o micele nie jestem wierna. Być może to głupie , bo już znalazłam swój prawie ideał ( bo ideałów przecież nie ma). Jednak ze względu na Jego słabą dostępność ( występuje tylko w Rosmannie do którego mam kawałek i zupełnie nie po drodze) zdradzam go co krok z innymi. Tym razem wybór padł na micel - nowość od Lirene. Jesteście ciekawe kto wygra wojnę?




Po lewej micel marki Lirene przeznaczony do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii, po prawo wieloletni zwycięzca micel od Bourjois. Jeśli chodzi o sprawy drugorzędne - opakowanie. Płyny zamknięte są w opakowaniach o tej samej pojemności, co do kwestii estetycznej pewnie zależy od gustu mi osobiście bardziej podoba się opakowanie LIRENE - a to dlatego że lubię proste kształty, kolory i minimalizm:). Przy temacie opakowania muszę niestety nakreślić jeszcze jedną wadę mojego ulubieńca - niestety może się zdarzać że dopóki nie opanujemy umiejętności nalewania go na wacik będzie nam się wylewał w dosyć sporych ilościach. Otwór przez który wydostaję się płyn jest spory. Tu więc plus dla Lirene , gdzie mamy otwór zabezpieczony powłoczką, dzięki czemu same dozujemy łatwo odpowiednią ilość.



Sprawy pierwszorzędne - działanie. Oba płyny zmywają makijaż (u mnie to podkład + eyeliner+ tusz). Oba nie podrażniają , nie wywołują zaczerwienień, nie szczypią gdy dostaną się do oka. Jest jedna jedna różnica - micel od Bourjois robi to szybciej. Przy Lirene muszę zużyć na jedno oko 3-4 waciki, przy Bourjois 1-2 . Głównie za sprawą tego że po tym pierwszym zostają pod oczami delikatnie cienie z tuszu nad którymi trzeba osobno popracować.




Porównanie składów wypada podobnie. Płyny są bezalkoholowe, a ten z Bourjois dodatkowo nie zawiera kompozycji zapachowych, przez co będzie lepszy dla alergików. Lirene jako składniki aktywne ma witaminę C, pantenol oraz ekstrakt z miodu. W Bourjois za to widzimy ekstrakt z korzenia lilii wodnej. Ostatnim ważnym aspektem jest cena. Micel Bourjois w cenie regularnej kosztuje 13 zł, ale często można go kupić w promocji już za 11 zł. Lirene zaś oferuję swój produkt za ok. 15 zł. Podsumowując chyba zostanę przy micelu od Bourjois - chociaż wiem że i tak będę poszukiwać  i testować nowości. A wy macie swój jeden , konkretny produkt do demakijażu, czy może jak ja zmieniacie je jak rękawiczki?



Info: Dostałam informację że rejestrując się tu : klik możecie całkowicie darmowo dostać na swój adres zestaw próbek: AA, Vichy, Iwostin oraz La roche-posay. Dodatkowo przystępując do programu Dbam o Siebie dostajemy kartę, na której mamy rabaty do -30 %:)

niedziela, 17 lutego 2013

Dobre początki z Vichy Dermablend



Jakiś czas temu postanowiłam zdradzić moje ulubione podkłady z Boutjois na rzecz Vichy. Głównie dlatego że w zimowych miesiącach jednak wolę coś bardziej kryjącego i treściwego, a Burżujki zostawić na ciepłe, letnie dni, gdzie podkład nie jest aż tak potrzebny. Wybór padł na podkład Vichy Dermablend.





Podkład otrzymuje w kartoniku, w którym znajduję się nieduża tubka. Przyznam że wolałabym opakowanie z dozownikiem, ale to mały mankament. Drugim troszkę większym jest mała dostępność kolorów - 4. Posiadaczki jasnej cery jak ja, są więc skazane na odcień najjaśniejszy - OPAL. Odcień wchodzi typowo w beż, bez żółtych i pomarańczowych tonów.




Czy się polubiliśmy? Zdecydowanie tak. Podkład bardzo łatwo się aplikuję, wystarczy dosłownie kropla by pokryć całą twarz - jest bardzo wydajny. Odcień stapia się idealnie z kolorem skóry, rzeczywiście mocno kryję, ale nie tworzy efektu maski. Myślę że idealnie nada się dla posiadaczek suchej i mieszanej skóry , przy tłustej może nie poradzić sobie ze świeceniem. Nie przesusza- co dla mnie jest najważniejsze, nie zbiera się w załamaniach. Trzeba jednak najpierw poćwiczyć nakładanie - minęło kilka użyć zanim doszłam do tego ile mam nakładać podkładu - po prostu po podkładach z Bourjois nakładałam go za dużo. Producent obiecuję 16 godzin trwałości, ja niestety nie trzymałam go przez tyle na twarzy, zazwyczaj jest to około 10 godzin, i w tym czasie nie musiałam go poprawiać ani korygować, przetrwał nawet drzemkę w ciągu dnia:)

piątek, 15 lutego 2013

Mariza - regenrujący krem z kiełkami pszenicy do cery suchej i normalnej



W paczce z kosmetykami marki Mariza( klik) znalazłam również ten mały niepozorny kremik. Używałam przez około miesiąc więc myślę że czas przybliżyć troszkę jego postać. 






Jak widzicie krem zamknięty jest w zielonym słoiczku z bardzo prostą oprawą graficzną. Ja lubię minimalizm więc mnie jak najbardziej zadowolił. Z opakowania bardzo łatwo wydostać krem, choć dla mnie bardziej higieniczne są kremy z pompką. Plus za sreberko zabezpieczające - wiemy że ktoś nie macał tego kremu przed nami:). 





Krem przeznaczony jest dla cery suchej i normalnej. Opisany jako regenerujący, dzięki oleju z kiełków pszenicy oraz witaminie E ma hamować procesy starzenia oraz nadać naszej skórze zdrowy wygląd. Czy obietnice producenta się spełniły? Kremu używałam na noc oraz na dzień gdy nie planowałam większego wyjścia. Pod makijaż się nie nadaję, moim zdaniem jest za ciężki i tłusty. Moim zdaniem jest to dobry krem dla osób które nie mają większych problemów ze skórą . Daje nawilżenie, ale nie spektakularne, nadal miałam suche skórki wokół nosa i przy brwiach. Skóra rano rzeczywiście była wypoczęta i świeża ale myślę że dla osób z suchą skórą polecałabym raczej coś mocniejszego. Jednak krem bardzo dobrze sprawdzi się u osób z cerą normalną - dobra cena, jakość ( skład jest naprawdę niezły). Krzywdy mi nie zrobił - nie wywołał podrażnień ani zaczerwienień. Jednak dla problematycznej cery nie da widocznych efektów. 




Jak widzicie konsystencja jest naprawdę gęsta- porównałabym ją już nawet do pasty. Jednak ładnie rozprowadza się na skórze i wchłania. Zostawia jednak tłusty film - dlatego radziłabym używać go na noc. Poniżej skład - krótki, bogaty w olej i witaminę E. Podsumowując polecam osobom o skórze nie wymagającej wielkiej pomocy i nie wołającej ratunku. Jako uzupełnienie pielęgnacji w zimie, by zabezpieczyć skórę przed działaniem szkodliwych czynników - zdecydowane TAK:)




wtorek, 12 lutego 2013

Nowości - czyli o tym co mi w ciągu tych 2 tygodni przybyło.



Minął pewien czas od ostatniego "chwalenia się"  zakupami, przesyłkami i innymi zdobyczami. Dziś kolejna porcja. Pamiętajcie tylko, że nie publikuję tego w myśl zasady "Patrzcie co dostałam i zazdrośćcie". Chcę tylko podzielić się z Wami tym, czego możecie spodziewać się recenzji w najbliższym czasie, odpowiedzieć na pytania dotyczące produktów itp. Poza tym - sama lubię oglądać takie posty u Was, jestem ciekawa co nowego upolowałyście. Jeśli nie chcecie takich tematów - dajcie znać w komentarzach.




1. Osławiony już w blogosferze krem do testów z serwisu prekursorki.pl. Tak, ja również dostałam go z niesamowita datą - 30 luty. Być może to żart osoby zajmującej się stemplowaniem - a przynajmniej mam taką nadzieję!. 2. Współpraca z dentofresh - 250 ml płynu do płukania jamy ustnej. 3. Jak większość blogerek otrzymałam już swój zestaw Bingo Spa - wybrałam kolagenową śmietankę pod prysznic, peeling błotny z kwasami oraz lekki krem z kolagenem. 4. Pyszna i pachnąca współpraca ze sklepem smak sztuki (klik). Dostałam 12  mini saszetek. Już niedługo zdradzę która stała się moją ulubioną.




To już moje własne fanaberię:). Pachnący płyn do kąpieli dorwałam w promocji za 6,99 zł. Niestety nie było mojego zapachu - lemon pie który najbardziej przypadł mi do gustu. Bio - oil kupiłam z myślą o codziennym smarowaniu dolnych części mojego ciała zamiast balsamu. Już teraz mogę wam powiedzieć że olejek jest mało wydajny - jeśli chcecie go kupić z zamiarem używania na co dzień radzę kupić większe opakowanie, moje ma 60 ml i obstawiam starczy mi na dwa tygodnie.  Podklad Vichy Dermablend oraz krem do rąk o pysznym kokosowym zapachu marki Barwa.





Największa nadzieję pokładam w tych dwóch panach. Podkład Vichy Dermablend wybrałam w najjaśniejszym odcieniu - OPAL.  Zobaczymy jak się sprawdzi, mam nadzieję że wreszcie znalazłam swojego ulubieńca po podkładach Bourjois. Olejek stosuję już tydzień, myślę że po 2-3 będę mogła opisać pierwsze rezultaty! :)


I na koniec zakup niekontrolowany - piękna bluzka Zara. Uwierzcie mi na słowo, jest cudowna. Dla zainteresowanych jest jeszcze czarna wersja kolorystyczna.



niedziela, 10 lutego 2013

Z wnętrza dla wnętrza - czyli o moich upodobaniach mieszkanianiowych.



Dziś postanowiłam Wam przybliżyć coś czym otaczam się na co dzień - mowa oczywiście o moich czterech ścianach. Od ładnych paru lat zakochana jestem w białych wnętrzach ( wiem wiem, nie jestem oryginalna). Podoba mi się styl skandynawski, białe ściany, geometria, wielkie sofy ,oryginalne dodatki. Poniżej prezentuję Wam niektóre z moich inspiracji.Zdradzę i pokaże Wam też kawałek mojej przestrzeni.Zdjęcia  pochodzą ze strony muratordom.pl








A teraz coś ode mnie. Nie wygląda to jeszcze tak jakbym chciała, ale dążę do tego systematycznie i powoli. Jak widzicie lubię dziwne dodatki- większość z nich kupiłam w Tk-maxxie za grosze. Najbardziej dumna jestem z okrągłego lustra - kosztowało mnie jedynie 23 zł. 




 





P.S Dziewczyny, które wygrały u mnie umilacze - proszę o cierpliwość, miałam pewien poślizg z wysyłaniem paczek, ale w nadchodzącym tygodniu powinnyście je na 100% mieć u siebie.